Grzegorz GPS Świderski retweeted
Sensacja z włoskiego badania:
Osoby, które otrzymały co najmniej jedną dawkę „szczepionki” COVID, mają:

• 34% więcej prawdopodobieństwa rozwoju raka jelita grubego,
• 54% więcej prawdopodobieństwa rozwoju raka piersi,
• 62% więcej prawdopodobieństwa rozwoju raka z osobami „niezaszczepionymi”...
32
277
777
11,677
Gdyby Liechtenstein wypowiedział wojnę III RP, to lobbowałbym za poddaniem się i byłbym gotów wstąpić do kolaboranckiego rządu powołanego przez księcia Jana Adama II.
🚨 Jak faszyści Tuska uchwalą ustawę z druku 3003 to będę siedzieć ‼️

Od lat chwalę szwajcarską autonomię kantonów. Głoszę libertariańskie hasło podziału Polski na tysiąc Liechtensteinów. Popieram prawo gmin do secesji — takie, jakie zapisano w konstytucji Liechtensteinu. pośrednią działającą w Szwajcarii.

Uważam, że każda polska gmina powinna wypowiedzieć posłuszeństwo III RP i przystąpić do konfederacji szwajcarskiej na takich zasadach jak Liechtenstein. Powtarzam, a nawet wzmacniam, narrację tych alpejskich państw.

A zatem jestem propagandystą państw spoza Unii Europejskiej.

Dodatkowo prorokuję, że wszystkie państwa, które w istocie są terytorialnymi monopolami na terror, niedługo zbankrutują i przestaną istnieć. Państwa to niemoralne mafie. Dotyczy to też III RP, którą uznaję za okupanta Polski. Jestem antypaństwowcem.

Zbadajmy czy to podpada pod ustawę z druku 3003. Zgodnie z ujętą tam definicją sankcjom prawnym podlega bloger, który pośrednio wspiera obcą ingerencję i manipulację informacyjną ze strony państwa spoza UE — celową, systematyczną, skoordynowaną i nieautentyczną, wymierzoną w bezpieczeństwo narodowe, nienaruszalność granic, interesy lub pozycję międzynarodową III RP.

Moje poglądy można opisać tak: podważa sens scentralizowanego państwa. Postuluje możliwość secesji, a więc kwestionuje trwałość granic III RP. Systematycznie przekonuje do tego odbiorców. Jego przekaz służy obcemu państwu. Zatem pośrednio wspiera obcą ingerencję wymierzoną w bezpieczeństwo i nienaruszalność granic III RP.

Bez problemów można to uznać za skoordynowaną, nieautentyczną operacją informacyjną!

Skoordynowaną, bo współtworzyłem polską Partię Libertariańską, a zatem jest nas wielu, którzy mamy takie poglądy i mieliśmy formalną organizację.

Nieautentyczną, bo to nie wynika z moich uczuć, wrażeń, instynktów czy emocji, ale z przemyślanych, wyrozumowanych, uargumentowanych na zimno twierdzeń, które przejąłem po obcych myślicielach, takich jak Mises, Rothbard czy Hoppe.

Gdyby Liechtenstein wypowiedział wojnę III RP, to lobbowałbym za poddaniem się i byłbym gotów wstąpić do kolaboranckiego rządu powołanego przez księcia Jana Adama II.

W ogóle uważam, że książę Liechtensteinu jest bardzo mądry i jest to wybitny mąż stanu, a polscy premierzy, tacy jak Morawiecki czy Tusk, to debile i agenci.

To bez problemów pozwala urzędnikowi zbudować prosty łańcuch skojarzeń, a następnie zamrozić mój majątek decyzją wykonywaną natychmiast. A potem mnie zamkną. Będziecie przysyłać paczki?
1
0
1
148
Cloaking zmienia naturę internetowego oszustwa. Dawniej oszust pokazywał wszystkim to samo kłamstwo i próbował przekonać ludzi, żeby w nie uwierzyli. Dzisiaj pokazuje różnym grupom różne kłamstwa, a tym, którzy mają go kontrolować, prezentuje zupełnie niewinną fikcję.
🚨 CLOAKING — CYFROWA CZAPKA NIEWIDKA, DZIĘKI KTÓREJ OSZUŚCI MOGĄ DZIAŁAĆ NA OCZACH CAŁEGO ŚWIATA, A KONTROLERZY NICZEGO NIE WIDZĄ‼️

Wyobraź sobie, że wchodzisz do sklepu i widzisz na półkach narkotyki, broń i kradzione towary. Wzywasz policję. Policjant wchodzi do tego samego rzwi, ale widzi tylko chleb, mleko i cukier. Wychodzi, oznajmiając, że wszystko jest w porządku. Ty wracasz — i znowu widzisz nielegalny towar.

W świecie fizycznym wymagałoby to jakiejś niezwykle skomplikowanej iluzji. W Internecie to całkiem zwyczajna technologia, dostępna jako komercyjna usługa. Nazywa się CLOAKING.

Warto ją zrozumieć, bo właśnie na jej ślad natrafił zespół @RBrzoska i @SebKondracki, badający oszustwa reklamowe na Facebooku. Ja natomiast znalazłem niezależne japońskie śledztwo pokazujące użycie podobnej infrastruktury przy oszustwach na TikToku.

🔴 CO TO WŁAŚCIWIE ZNACZY „CLOAKING”?

Angielskie słowo "cloak" oznacza płaszcz, pelerynę, okrycie, a jako czasownik — okrywać, maskować, ukrywać. Jego historia sięga starofrancuskiego "cloque" i średniowiecznołacińskiego "clocca", oznaczającego również dzwon. Dawny płaszcz swoją formą przypominał bowiem dzwon. Co ciekawe, z tego samego rdzenia wywodzi się angielskie "clock", czyli zegar.

Z czasem "to cloak" zaczęło oznaczać także ukrywanie czegoś przed wzrokiem innych. Stąd "cloaking" — maskowanie, zakrywanie, ukrywanie prawdziwej natury czegoś.

W informatyce przyjęło się tak nazywać technikę polegającą na tym, że ten sam adres internetowy pokazuje różnym odwiedzającym różne treści, celowo ukrywając jedne przed wybranymi odbiorcami. To coś więcej niż zwykłe przekierowanie.

🔴 JAK TO DZIAŁA?

Kiedy otwierasz stronę internetową, twój komputer wysyła do serwera żądanie. Serwer nie dostaje wyłącznie adresu strony. Może również poznać lub oszacować wiele informacji o odwiedzającym.

Na przykład adres IP, przybliżoną lokalizację, rodzaj przeglądarki, system operacyjny, preferowany język, stronę, z której przyszedłeś, czy informacje zapisane podczas wcześniejszych wizyt. Na tej podstawie system może podjąć decyzję, co ci pokazać.

Jednemu odwiedzającemu pokaże artykuł o zdrowym odżywianiu, drugiemu ofertę cudownego środka odchudzającego, trzeciemu formularz służący do wyłudzania pieniędzy, a czwartemu pustą stronę. Nie musi przy tym zmieniać adresu internetowego. Może także przekierowywać wybranych użytkowników na inne witryny.

I teraz najważniejsze: system może próbować rozpoznawać automatyczne roboty kontrolne Google, Mety czy innych platform reklamowych. Może również próbować wykrywać środowiska używane przez badaczy cyberbezpieczeństwa.

Kontroler widzi stronę zgodną z regulaminem. Ofiara widzi oszustwo.

Co więcej, ta sama ofiara przy kolejnej wizycie może już zobaczyć coś niewinnego. Zgłasza więc oszustwo, ale gdy pracownik platformy sprawdza wskazany adres, nie znajduje niczego podejrzanego.

Oczywiście samo wyświetlanie różnych treści różnym ludziom nie jest niczym złym. Sklep może pokazywać Polakowi ceny w złotówkach, a Niemcowi w euro. Strona może dostosowywać wygląd do telefonu. O cloakingu w jego oszukańczym znaczeniu mówimy wtedy, gdy zróżnicowanie treści służy świadomemu ukrywaniu rzeczywistej działalności przed kontrolą lub wprowadzaniu ludzi w błąd.

🔴 PRZYKŁAD PIERWSZY — BMW I GOOGLE, ROK 2006

Już dwadzieścia lat temu Google usunęło z wyników wyszukiwania niemiecką witrynę BMW. Dlaczego? Strony przygotowane dla wyszukiwarki zawierały treści mające zapewnić wysoką pozycję w wynikach. Zwykłych odwiedzających przekierowywano natomiast na inne strony.

Celem nie było wówczas wykradanie pieniędzy, lecz manipulowanie pozycją witryny w Google. Ten przypadek pokazuje, że cloaking pierwotnie kojarzony był przede wszystkim z oszukiwaniem wyszukiwarek internetowych. Dopiero później jego zastosowania w oszustwach reklamowych stały się znacznie poważniejszym problemem.

🔴 PRZYKŁAD DRUGI — GOOGLE I 20 MILIONÓW WYŚWIETLEŃ REKLAM

W 2017 roku Google opisało walkę z procederem, który nazywało "tabloid cloaking". Użytkownik widział reklamę sensacyjnej historii, na przykład o Ellen DeGeneres i kosmitach. Po kliknięciu trafiał jednak nie do obiecanego artykułu, ale na stronę sprzedającą środki odchudzające.

Google poinformowało, że w 2016 roku zawiesiło ponad 1300 kont za ten rodzaj cloakingu. W jednej akcji wykryto 22 operatorów odpowiedzialnych za reklamy, które w ciągu zaledwie tygodnia uzyskały ponad 20 milionów wyświetleń!

To pokazuje skalę zjawiska. Jeden operator może prowadzić ogromną liczbę kampanii, a automatyzacja pozwala mu robić to niemal przemysłowo.

🔴 PRZYKŁAD TRZECI — META POZYWA PRODUCENTA CLOAKINGU, ROK 2020

9 kwietnia 2020 roku Facebook ogłosił wniesienie pozwu przeciwko Basantowi Gajjarowi, działającemu pod nazwą LeadCloak. Firma oferowała technologię pozwalającą obchodzić systemy kontroli reklam Facebooka i Instagrama.

Meta opisała mechanizm, w którym jej system kontrolny mógł zobaczyć niewinną ofertę sprzedaży swetra, podczas gdy zwykły użytkownik oglądał zupełnie inne treści. Według Facebooka oprogramowanie LeadCloak wykorzystywano do ukrywania oszustw związanych między innymi z COVID-19, kryptowalutami, lekami i fałszywymi informacjami.

Zwróćcie uwagę na datę: ROK 2020!

A zatem Meta już ponad sześć lat temu oficjalnie informowała o firmie sprzedającej technologię do obchodzenia jej własnych systemów kontroli reklam. Problem nie jest nowy, nieznany ani zaskakujący.

🔴 PRZYKŁAD CZWARTY — JAPONIA, TIKTOK I FAŁSZYWA PREMIER, ROK 2026

To przypadek, który opisałem w poprzednim wpisie. Japoński badacz Sh1n0g1 przeanalizował oszustwo, w którym wykorzystano fałszywy film przedstawiający premier Japonii Sanae Takaichi. Reklamę rozpowszechniano na TikToku, a użytkowników kierowano do witryny podszywającej się pod publiczną telewizję NHK.

Tam nakłaniano ich do zainteresowania się rzekomym systemem inwestycyjnym PolarisAI. Badacz udokumentował, że oszukańcza strona w różnych okolicznościach pokazywała trzy odmienne treści: fałszywą ofertę inwestycyjną, niewinną stronę zastępczą albo pusty ekran.

W kodzie znaleziono również charakterystyczne elementy platformy AIO — tej samej technologii, której ślady odkryto w polskim śledztwie dotyczącym Mety. Nie ustalono jednak, kto faktycznie zarządzał japońskim oszustwem ani czy dostawca oprogramowania świadomie w nim uczestniczył.

🔴 PRZYKŁAD PIĄTY — CLOAKING UKRYWA JUŻ NIE TYLKO OSZUSTWA, ALE I ZŁOŚLIWE OPROGRAMOWANIE!

5 sierpnia 2026 roku Microsoft opublikował raport dotyczący kampanii wymierzonej w użytkowników komputerów Apple. Przestępcy wykorzystywali strony nakłaniające ludzi do wykonywania rzekomych czynności naprawczych. W rzeczywistości mogło to prowadzić do zainstalowania złośliwego oprogramowania kradnącego informacje, między innymi MacSync i Atomic Stealer.

Aby utrudnić wykrycie ataku, zastosowano cloaking. System próbował rozpoznać, czy odwiedzający wygląda na rzeczywistego użytkownika macOS. Jeśli tak, mógł otrzymać niebezpieczną instrukcję. Jeżeli natomiast wyglądał na automatyczny skaner albo użytkownika innego systemu, widział niewinną stronę zastępczą.

A więc nawet specjalista sprawdzający zgłoszenie może nie zobaczyć tego, co zobaczyła ofiara. Właśnie dlatego analiza jednego zrzutu ekranu albo jednorazowe otwarcie podejrzanego adresu nie wystarcza do stwierdzenia, że strona jest bezpieczna.

🔴 DLACZEGO TO TAK WAŻNE?

Bo cloaking zmienia samą naturę internetowego oszustwa. Dawniej oszust pokazywał wszystkim to samo kłamstwo i próbował przekonać ludzi, żeby w nie uwierzyli. Dzisiaj może pokazywać każdemu inne kłamstwo, a tym, którzy mają go kontrolować, prezentować prawdę albo zupełnie niewinną fikcję.

Kiedyś wystarczyło ustalić, CO znajduje się pod danym adresem. Dzisiaj trzeba również ustalić, KOMU, KIEDY I W JAKICH WARUNKACH serwer to pokazuje.

I dlatego w sprawie AIO SOFTWARE ważne jest nie tylko to, kto kupował reklamy, ale również kto dostarczał technologię pozwalającą ukrywać ich prawdziwy cel, kto zarządzał serwerami i kto miał dostęp do danych użytkowników.

Tu mamy do czynienia z czymś znacznie poważniejszym niż pojedyncze oszustwa inwestycyjne. Tu mierzymy się z przemysłową infrastrukturą do produkowania kłamstw, których nie widzą ci, którzy mają je wykrywać.
0
0
0
135
Być może nie powinniśmy dziwić się, że sztuczna inteligencja czasem halucynuje. Powinniśmy raczej zastanowić się, jakim cudem nasza własna inteligencja, działająca na podstawie tak wybiórczej i zawodnej pamięci, pozwala nam całkiem skutecznie funkcjonować!
🧠 Pamięć nie zapamiętuje zapisu rzeczywistości, ale nią samą‼️

  Naprzeciwko mojego domu był kiedyś sklep. Zlikwidowano go dawno temu. Później w tym lokalu przez dłuższy czas działały automaty do gry, a obecnie stoi pusty. Jednak pozostał po nim wielki szyld z nazwą. Wisi tam zeciwko moich okien. Widuję go codziennie od wielu lat.

  Dziś umówiłem się z kolegą, który pierwszy raz przyjechał pod mój adres. Dzwoni do mnie i pyta, czy to tam, gdzie jest sklep, którego nazwę podał. Odpowiadam, że nie! Że chyba zabłądził, bo w mojej okolicy żadnego takiego sklepu nie ma!

  Wyszedłem więc na ulicę, żeby go odnaleźć. A on pokazuje palcem na drugą stronę i mówi: przecież patrz, jak wół jest ten napis! I rzeczywiście! Wielki szyld wisi dokładnie tam, gdzie wisiał od lat. Naprzeciwko mojego domu. Widoczny z mojego okna!

  A ja o nim kompletnie zapomniałem. Nie tylko nie pamiętałem jego treści. Gdy kolega wymienił nazwę sklepu, wiedziałem, że takiego miejsca w okolicy nie ma. Informacja o nieistniejącym sklepie tak skutecznie wyleciała mi z głowy, że razem z nią zniknęła świadomość istnienia wielkiego napisu, który codziennie mam przed oczami! Ten napis ciągle wisi, ale jest już fałszywy!

  Najwyraźniej mój mózg zapamiętał stan faktyczny: sklep zlikwidowano, później były tam automaty, a teraz lokal jest pusty. Natomiast stary szyld przestał mieć znaczenie, więc został zignorowany. Tak skutecznie, że przestałem sobie zdawać sprawę o jego istnieniu.

📺 Telewizor, którego nigdy nie było

  Przypomniała mi się przy tej okazji historia sprzed lat. Otóż znalazłem na strychu u ojca, już w innym domu, nasze stare radio lampowe. Pamiętałem je jeszcze z dzieciństwa. Miałem wtedy około pięciu lat.

  Zacząłem wypytywać matkę o to radio. Ona też już niewiele pamiętała. Próbowałem więc odtworzyć rozmieszczenie mebli w naszym dawnym mieszkaniu. A pamiętasz, gdzie stał telewizor? — zapytałem.

  Bo ja pamiętałem doskonale! Stał przy drzwiach, niedaleko okna. Wiedziałem to z całą pewnością, ponieważ rodzice zabraniali mi oglądać „Bonanzę”, a ja oglądałem ją po kryjomu, zza uchylonych drzwi mojej sypialni. Natomiast zupełnie nie mogłem sobie przypomnieć, gdzie stało radio. Bo radia się słuchało, a telewizor oglądało. Położenie radia nie miało znaczenia. Położenie telewizora miało, bo decydowało o tym, czy zdołam obejrzeć zakazany serial!

  I wtedy matka powiedziała: przecież my wtedy nie mieliśmy telewizora! Miałem 5 lat i pamiętam, a ona nie? Dziwne. Był to oczywiście telewizor lampowy. Czasem się psuł. Ojciec zaglądał wtedy do środka od tyłu, przyglądał się lampom i znajdował taką, która świeciła słabiej. Wyjmował ją, szedł do szuflady, w której trzymał zapasowe lampy, wybierał nową tego samego typu, montował ją i telewizor znów działał!

  Byłem tym zafascynowany! Zauważyłem, że naprawianie urządzeń jest bardzo łatwe! Wystarczy znaleźć zepsuty element i wymienić go na sprawny! Potem zrozumiałem, że to nie takie proste, gdy zobaczyłem, jak ojciec naprawiał swój motocykl, a potem naszego malucha. A dziś znów to staje się proste, bo technika zmierza do tego, by wymieniać moduły, które komputer wyznaczy do wymiany.

🔬 Co na to nauka?

  Postanowiłem zgłębić ten temat. Poguglowałem, popytałem LLMy i mi tak wyszło:

1⃣. Habituacja — mózg uczy się nie zauważać

  Habituacja to proces, w którym układ nerwowy stopniowo ogranicza reakcję na wielokrotnie powtarzający się bodziec, jeśli nie niesie on nowych, istotnych informacji.

  Kiedy po raz pierwszy słyszymy jakiś dźwięk, zwracamy na niego uwagę. Kiedy słyszymy go stale, przestajemy go zauważać. Podobnie dzieje się z obrazami.

  W 2018 roku Massimo Turatto, Francesca Bonetti i David Pascucci opublikowali badanie zatytułowane „Filtering visual onsets via habituation: A context-specific long-term memory of irrelevant stimuli”.

  W eksperymentach wykazali, że mózg potrafi nauczyć się ignorować powtarzające się bodźce wzrokowe, a pamięć o tym, które bodźce należy ignorować, utrzymuje się nawet przez wiele tygodni.

  To prowadzi do paradoksalnego wniosku: żeby skutecznie czegoś nie zauważać, mózg musi zapamiętać, że nie warto na to zwracać uwagi!

  Tak mogło stać się z szyldem. Kiedyś niósł informację o sklepie. Po likwidacji sklepu stał się nieistotnym elementem krajobrazu. Mój mózg nauczył się go ignorować.

2⃣. Ślepota pozauwagowa — można patrzeć i nie widzieć

  W 1999 roku Daniel Simons i Christopher Chabris przeprowadzili jeden z najsłynniejszych eksperymentów psychologicznych. Uczestnikom pokazano film przedstawiający ludzi podających sobie piłkę. Zadaniem badanych było liczenie podań. W pewnym momencie przez środek sceny przechodziła osoba przebrana za goryla. I co się okazało? Znaczna część badanych w ogóle nie zauważyła goryla! Przechodził przez sam środek obrazu. Uczestnicy jednak koncentrowali się na liczeniu podań, więc nie zwrócili na niego uwagi.

  Zjawisko nazwano „inattentional blindness” — ślepotą pozauwagową.

  Widzimy zatem nie wszystko, co rejestrują nasze oczy, ale przede wszystkim to, na co skierowana jest nasza uwaga.

  W moim przypadku szyld mógł codziennie trafiać na siatkówkę oka, ale jego treść nie musiała być świadomie analizowana.

3⃣. Ślepota na zmiany — można nie zauważyć nawet podmiany człowieka!

  W 1998 roku Daniel Simons i Daniel Levin przeprowadzili jeszcze bardziej spektakularny eksperyment. Eksperymentator zaczepiał przechodnia na ulicy i pytał o drogę. Podczas rozmowy między nimi przechodzili ludzie niosący duże drzwi, które na moment zasłaniały rozmówcę. W tym momencie eksperymentator zamieniał się miejscami z innym człowiekiem! I co? Tylko połowa przechodniów zauważała, że rozmawia już z zupełnie inną osobą! A przecież patrzyli na nią i prowadzili rozmowę.

  Zjawisko nazwano „change blindness”, czyli ślepotą na zmiany. Człowiek nie musi mieć w pamięci szczegółowego obrazu obserwowanej sceny. Wystarcza mu ogólna reprezentacja tego, co się dzieje. Dla przechodnia istotne było to, że rozmawia z człowiekiem pytającym o drogę. Zmiana jego wyglądu mogła pozostać niezauważona, jeżeli nie zmieniała znaczenia całej sytuacji.

4⃣. Pamięć zależy od tego, co robimy, a nie tylko od tego, co widzimy

  To może wyjaśniać moją historię z radiem i telewizorem. W 2014 roku Dejan Draschkow, Jeremy Wolfe i Melissa Võ badali zapamiętywanie przedmiotów w różnych scenach. Porównywali sytuacje, w których uczestnicy mieli świadomie zapamiętywać przedmioty, z sytuacjami, w których ich szukali.

  Okazało się, że w pewnych warunkach ludzie lepiej pamiętali przedmioty, których szukali, niż te, które celowo starali się zapamiętać! Co więcej, znaczenie miało otoczenie, w którym przedmioty występowały!

  Pamięć nie rejestruje zatem wyłącznie obrazu. Jest silnie związana z naszymi działaniami, celami i znaczeniem przedmiotów.

  I teraz wróćmy do pięciolatka oglądającego „Bonanzę”.

  Położenie telewizora było dla mnie bardzo ważne. Musiałem wiedzieć, pod jakim kątem uchylić drzwi, żeby widzieć ekran i jednocześnie nie zostać zauważonym przez rodziców. Położenie radia nie miało żadnego praktycznego znaczenia. Gdziekolwiek stało, mogłem go słuchać. Dlatego zapamiętałem jedno, a drugiego nie.

5⃣. Pamięć dziecięca — pięciolatek może pamiętać więcej, niż nam się wydaje

  Istnieje zjawisko zwane amnezją dziecięcą. Większość dorosłych nie pamięta wydarzeń z pierwszych trzech lub czterech lat życia.

  W 1993 roku Josephine Usher i Ulric Neisser badali wspomnienia dotyczące konkretnych wydarzeń z dzieciństwa, takich jak narodziny rodzeństwa, pobyt w szpitalu, śmierć członka rodziny czy przeprowadzka. Ustalili, że pewne autentyczne wspomnienia mogą przetrwać nawet z bardzo wczesnych lat życia.

  A zatem to, że pamiętam oglądanie „Bonanzy” i naprawianie telewizora przez ojca, jest całkowicie możliwe. W dodatku oba wydarzenia były dla mnie szczególne. Pierwsze wiązało się z obchodzeniem rodzicielskiego zakazu, drugie z fascynacją techniką. Takie doświadczenia mają większą szansę pozostawienia trwałego śladu w pamięci niż codzienne, pozbawione szczególnego znaczenia czynności.

6⃣. Pamięć rekonstrukcyjna — wspomnienia nie są nagraniami

  W 1993 roku Marcia Johnson, Shahin Hashtroudi i Stephen Lindsay przedstawili teorię „source monitoring”, czyli monitorowania źródła wspomnień. Mózg przechowuje informacje pochodzące z różnych źródeł: osobistych doświadczeń, opowieści innych ludzi, przeczytanych książek, obejrzanych filmów, a także własnych wyobrażeń.

  Kiedy coś sobie przypominamy, mózg musi ustalić, skąd dana informacja pochodzi i nie zawsze robi to poprawnie.

  Można autentycznie pamiętać jakąś scenę, ale błędnie umiejscowić ją w czasie albo przestrzeni. Można połączyć szczegóły kilku prawdziwych wydarzeń w jedno wspomnienie. Można nawet uznać za własne doświadczenie coś, co pochodziło z opowieści lub wyobraźni.

  Dlatego moja matka może nie pamiętać telewizora, który rzeczywiście mieliśmy. Jednak możliwe jest też, że ja połączyłem wspomnienia z różnych miejsc i okresów. Sama wyrazistość wspomnienia nie rozstrzyga o jego prawdziwości.

7⃣. Przetwarzanie predykcyjne — mózg nie tylko odtwarza świat, ale próbuje go przewidywać

  Istnieje jeszcze szersza koncepcja, zwana „predictive processing”. Według niej mózg nie jest biernym odbiornikiem informacji napływających ze zmysłów. Nieustannie wykorzystuje wcześniejszą wiedzę do przewidywania tego, co powinien zobaczyć, usłyszeć i poczuć.

  W 2012 roku Peter Kok i współpracownicy wykazali w badaniach neuroobrazowych, że oczekiwania mogą zmniejszać intensywność odpowiedzi pierwotnej kory wzrokowej na bodźce, a jednocześnie zwiększać precyzję ich reprezentacji. Mózg nie musi więc każdorazowo analizować wszystkich informacji tak, jakby spotykał się z nimi po raz pierwszy. Wykorzystuje wcześniej zbudowany model otoczenia.

  W moim przypadku taki model mówił: naprzeciwko domu jest pusty lokal, a sklep od dawna nie istnieje. Gdy kolega zapytał o sklep, odwołałem się do tego modelu. I stanowczo zaprzeczyłem. To możliwe wyjaśnienie mojej reakcji, choć sam eksperyment nie dowodzi, że dokładnie taki mechanizm zadziałał w mojej głowie.

8⃣. Co więc naprawdę przechowujemy w głowie?

  Z tych badań wyłania się fascynujący obraz! Mózg nie jest urządzeniem służącym do wiernego archiwizowania wszystkiego, co widzimy i słyszymy. To byłoby nie tylko kosztowne, ale również mało użyteczne. Przecież większość informacji docierających do naszych zmysłów nie ma żadnego znaczenia dla naszego działania. Mózg musi więc dokonywać selekcji.

  Jedne bodźce ignoruje, inne zapamiętuje. Jedne wspomnienia utrwala na dziesięciolecia, inne stają się niedostępne po kilku chwilach. Przechowuje wiedzę o znaczeniu otoczenia, a niekoniecznie jego szczegółowy obraz. Podczas przypominania sobie wydarzeń rekonstruuje ich przebieg, wykorzystując zachowane fragmenty pamięci i później nabytą wiedzę.

  Więc mogłem zapomnieć o wielkim napisie wiszącym naprzeciwko mojego domu, a jednocześnie pamiętać położenie telewizora sprzed ponad pół wieku. Szyld przestał mieć dla mnie znaczenie. Telewizor miał ogromne znaczenie dla pięciolatka, który chciał oglądać zakazany western i odkrywał tajemnice techniki.

  Najciekawsze jest to, że nie mamy bezpośredniego dostępu do własnej przeszłości. Mamy dostęp jedynie do tego, co nasz mózg potrafi z niej odtworzyć! A z teraźniejszością nie jest dużo lepiej. Przecież nawet patrząc na coś codziennie, możemy nie mieć świadomości, że to widzimy!

  Kiedy dwóch ludzi sprzecza się o to, co widzieli, co słyszeli albo co wydarzyło się wiele lat temu, nie musi to oznaczać, że któryś kłamie. Obaj mogą być całkowicie szczerzy, obaj mogą być absolutnie przekonani o swojej racji i przynajmniej jeden z nich może się mylić. Może się również okazać, że obaj pamiętają różne fragmenty tej samej rzeczywistości.

9⃣. Pamięć sztucznej inteligencji — czy LLM-y halucynują tak jak ludzie?

  LLM nie przechowuje wiedzy w postaci gigantycznej biblioteki tekstów, które może sobie po prostu odczytać. Podczas uczenia informacje zawarte w tekstach wpływają na miliardy parametrów sieci neuronowej. Model przyswaja zależności między słowami, pojęciami, faktami i całymi strukturami znaczeniowymi.

  Kiedy zadajemy mu pytanie, nie wyszukuje automatycznie odpowiedniego fragmentu książki, który kiedyś przeczytał. Generuje odpowiedź na podstawie wyuczonych zależności oraz aktualnego kontekstu rozmowy. Niektóre systemy dodatkowo korzystają z wyszukiwarek, baz danych i zewnętrznej pamięci, ale to odrębne mechanizmy.

  I tu pojawia się podobieństwo do ludzkiej pamięci!

  Zarówno człowiek, jak i LLM mogą wygenerować spójną, logiczną i przekonującą opowieść, która nie odpowiada rzeczywistości!

  W przypadku LLM-ów nazywamy to halucynacjami. Model potrafi wymyślić nieistniejącą książkę, podać nieprawdziwą datę, przypisać komuś słowa, których nigdy nie wypowiedział, a nawet stworzyć całkowicie fikcyjne źródło naukowe. I zrobi to czasem z taką samą stanowczością, z jaką poda informację prawdziwą.

  Czy nie przypomina to człowieka, który z absolutną pewnością twierdzi, że pamięta wydarzenie sprzed pięćdziesięciu lat, chociaż być może nigdy do niego nie doszło?

  W 2022 roku Stephanie Lin, Jacob Hilton i Owain Evans opublikowali badanie „TruthfulQA: Measuring How Models Mimic Human Falsehoods”. Przygotowali 817 pytań z 38 dziedzin, dobierając je tak, aby prowokowały odpowiedzi oparte na rozpowszechnionych ludzkich błędnych przekonaniach. Okazało się, że badane wówczas modele często powtarzały popularne nieprawdy. Co więcej, większy model niekoniecznie był bardziej prawdomówny od mniejszego!

  To ważne odkrycie: system uczący się na ludzkich tekstach może przyswajać nie tylko ludzką wiedzę, ale również ludzkie pomyłki.

  W 2026 roku Adam Tauman Kalai i współpracownicy opublikowali w „Nature” pracę dotyczącą przyczyn halucynacji modeli językowych. Wykazali, że samo uczenie przewidywania kolejnych słów stwarza statystyczne warunki sprzyjające błędom, szczególnie przy odtwarzaniu rzadkich faktów. Dodatkowo popularne sposoby oceniania modeli często premiują zgadywanie zamiast uczciwego przyznania się do niewiedzy. Jeżeli za odpowiedź błędną dostaje się zero punktów, ale za „nie wiem” również zero, to opłaca się zgadywać!

  A więc halucynacje nie są wyłącznie przypadkowymi usterkami AI. Wynikają również z samego sposobu uczenia i oceniania modeli!

  Jest też zjawisko jeszcze bardziej przypominające moją przygodę z szyldem.

  W 2024 roku Nelson Liu i współpracownicy opisali efekt „Lost in the Middle” — zagubienia w środku. Wykazali eksperymentalnie, że modele językowe potrafią nie wykorzystać istotnej informacji znajdującej się w długim tekście, mimo że została im ona bezpośrednio podana! W badanych modelach informacje umieszczone na początku i na końcu kontekstu były często wykorzystywane skuteczniej niż informacje znajdujące się w środku.

  Czyli LLM może mieć informację dosłownie przed sobą, a mimo to jej nie uwzględnić! Tak jak ja miałem przed oczami wielki szyld sklepu, którego istnieniu stanowczo zaprzeczałem!

  Oczywiście jest tu istotna różnica. Ludzka pamięć powstaje w wyniku osobistych doświadczeń, działania zmysłów, emocji i świadomych przeżyć. Model językowy nie ma takich wspomnień w ludzkim znaczeniu. Jego halucynacje nie oznaczają też, że przeżywa jakieś omamy. To nazwa błędów generowania informacji.

  Oba systemy, i LLMy i ludzkie mózgi, potrafią przetwarzać ogromne ilości informacji, wydobywać z nich zależności, uogólniać je, odtwarzać i tworzyć nowe kombinacje. Oba potrafią również pomijać dostępne informacje i przedstawiać fałszywe wnioski jako prawdziwe. I oba mogą generować odpowiedzi, których wewnętrzna spójność wcale nie gwarantuje zgodności z rzeczywistością.

  Zatem halucynacje AI nie są czymś zupełnie obcym ludzkiej inteligencji. Przypominają pod pewnymi względami błędy naszej własnej pamięci rekonstrukcyjnej.

  Człowiek potrafi pamiętać telewizor, którego według matki nigdy nie było. LLM potrafi opisać książkę, której nikt nigdy nie napisał. Człowiek może nie pamiętać napisu, który codziennie widzi. LLM może pominąć informację zawartą w tekście, który właśnie analizuje.

  Nie są to te same procesy, ale ich skutki bywają uderzająco podobne!

  Być może nie powinniśmy dziwić się, że sztuczna inteligencja czasem halucynuje. Powinniśmy raczej zastanowić się, jakim cudem nasza własna inteligencja, działająca na podstawie tak wybiórczej i zawodnej pamięci, pozwala nam całkiem skutecznie funkcjonować!

Grzegorz GPS Świderski
0
2
5
292
Grzegorz GPS Świderski retweeted
Poznaj 60 szyldów nowej prawicy w Europie i zobacz jak nazwy partii budują identyfikację, emocje i przekaz. Zanurz się w analizie tego, co decyduje o zapamiętaniu szyldu i jakie nazwy mogą zainspirować polską scenę polityczną. Czy wyłoni się jeden mistrz… ift.tt/k2jMKRm
0
1
1
54
Nie ma podstaw, by ogłaszać, że poseł Sachajko szpieguje dla Chin. Jest natomiast konkretna podstawa do pytania o bezpieczeństwo: jakie funkcje włączył, jakie uprawnienia nadał aplikacji, czy korzysta z chmury i czy urządzenie towarzyszy mu podczas poufnych rozmów.
🚨 Czy poseł @jsachajko, dawniej z @KUKIZ15 dziś Demokracja Bezpośrednia szpieguje polski Sejm dla Chin⁉️

Sprawdziłem dokumentację okularów, które nosi w Sejmie poseł Jarosław Sachajko — Even Realities G2. Poza czterema mikrofonami i możliwością przetwarzania danych w Chinach są egóły. Najważniejszy: inwigilacja nie ogranicza się do nagrywania rozmów.

Sam Sachajko powiedział, że używa okularów przede wszystkim do odczytywania SMS-ów i wiadomości z WhatsAppa oraz powiadomień o posiedzeniach komisji. Instrukcja producenta potwierdza, że wyświetlanie wiadomości wymaga udzielenia aplikacji Even Realities dostępu do powiadomień telefonu.

To kolejny kanał udostępniania treści zagranicznym firmom poza komunikatorem — niezależny od mikrofonów.

Nawet prompter nie jest jedną, technicznie obojętną funkcją. Ma trzy tryby: ręczny, przewijanie ze stałą prędkością oraz AI dopasowujące tekst do wypowiadanych słów.

Producent informuje, że zależnie od trybu treść i dane głosowe mogą być przetwarzane lokalnie albo w chmurze. Samo stwierdzenie „tylko czytam przemówienie” nie rozstrzyga więc, gdzie przetwarzane są dane. Widoczny pierścień pozwala przewijać tekst ręcznie.

Funkcja Conversate nie tylko zapisuje wypowiedzi. Analizuje rozmowę i może na bieżąco wyświetlać użytkownikowi kontekstowe podpowiedzi AI. Technicznie są to więc także okulary podpowiadające podczas dyskusji, a nie wyłącznie elektroniczna kartka z przygotowanym przemówieniem.

Jest też wyjątek od deklaracji „dźwięk usuwamy natychmiast”. W centrum prywatności producent zastrzega, że zasada kasowania oryginalnego audio po transkrypcji ma wyjątek po dobrowolnym przystąpieniu do odpowiedniego programu ulepszania usług.

Lista podwykonawców przetwarzających dane nie jest podana w centrum prywatności. Firma odsyła po nią do kontaktu mailowego. Jednocześnie potwierdza korzystanie z zewnętrznych dostawców chmury i AI, możliwość przetwarzania poza UE oraz dostęp powiązanych spółek w Chinach. „Serwery w Holandii” nie opisują zatem całej drogi danych.

Nie ma podstaw, by ogłaszać, że poseł „szpieguje dla Chin”. Jest natomiast konkretna podstawa do pytania o bezpieczeństwo: jakie funkcje włączył, jakie uprawnienia nadał aplikacji, czy korzysta z chmury i czy urządzenie towarzyszy mu podczas poufnych rozmów.

Sprawa dotyczy nie samych okularów, lecz całego łańcucha: telefon -> aplikacja -> dostawcy usług -> osoby uprawnione do dostępu do danych.
1
0
0
208
Pod tym moim poniższym komentarzem rozwinęła się fascynująca dyskusja między Murzynem a Chińczykiem o seksie i urodzie! To fajnie, że automatyczne tłumaczenia na X pozwalają na takie dialog!!!
@oli_rogowska Bo Murzyni mają dużo niższe IQ niż biali, więc związek z nimi to degradacja intelektualna, a Azjatki mają minimalnie wyższe, więc związek z nimi to wzrost mądrości.
0
0
1
230
🧠 Pamięć nie zapamiętuje zapisu rzeczywistości, ale nią samą‼️

  Naprzeciwko mojego domu był kiedyś sklep. Zlikwidowano go dawno temu. Później w tym lokalu przez dłuższy czas działały automaty do gry, a obecnie stoi pusty. Jednak pozostał po nim wielki szyld z nazwą. Wisi tam zeciwko moich okien. Widuję go codziennie od wielu lat.

  Dziś umówiłem się z kolegą, który pierwszy raz przyjechał pod mój adres. Dzwoni do mnie i pyta, czy to tam, gdzie jest sklep, którego nazwę podał. Odpowiadam, że nie! Że chyba zabłądził, bo w mojej okolicy żadnego takiego sklepu nie ma!

  Wyszedłem więc na ulicę, żeby go odnaleźć. A on pokazuje palcem na drugą stronę i mówi: przecież patrz, jak wół jest ten napis! I rzeczywiście! Wielki szyld wisi dokładnie tam, gdzie wisiał od lat. Naprzeciwko mojego domu. Widoczny z mojego okna!

  A ja o nim kompletnie zapomniałem. Nie tylko nie pamiętałem jego treści. Gdy kolega wymienił nazwę sklepu, wiedziałem, że takiego miejsca w okolicy nie ma. Informacja o nieistniejącym sklepie tak skutecznie wyleciała mi z głowy, że razem z nią zniknęła świadomość istnienia wielkiego napisu, który codziennie mam przed oczami! Ten napis ciągle wisi, ale jest już fałszywy!

  Najwyraźniej mój mózg zapamiętał stan faktyczny: sklep zlikwidowano, później były tam automaty, a teraz lokal jest pusty. Natomiast stary szyld przestał mieć znaczenie, więc został zignorowany. Tak skutecznie, że przestałem sobie zdawać sprawę o jego istnieniu.

📺 Telewizor, którego nigdy nie było

  Przypomniała mi się przy tej okazji historia sprzed lat. Otóż znalazłem na strychu u ojca, już w innym domu, nasze stare radio lampowe. Pamiętałem je jeszcze z dzieciństwa. Miałem wtedy około pięciu lat.

  Zacząłem wypytywać matkę o to radio. Ona też już niewiele pamiętała. Próbowałem więc odtworzyć rozmieszczenie mebli w naszym dawnym mieszkaniu. A pamiętasz, gdzie stał telewizor? — zapytałem.

  Bo ja pamiętałem doskonale! Stał przy drzwiach, niedaleko okna. Wiedziałem to z całą pewnością, ponieważ rodzice zabraniali mi oglądać „Bonanzę”, a ja oglądałem ją po kryjomu, zza uchylonych drzwi mojej sypialni. Natomiast zupełnie nie mogłem sobie przypomnieć, gdzie stało radio. Bo radia się słuchało, a telewizor oglądało. Położenie radia nie miało znaczenia. Położenie telewizora miało, bo decydowało o tym, czy zdołam obejrzeć zakazany serial!

  I wtedy matka powiedziała: przecież my wtedy nie mieliśmy telewizora! Miałem 5 lat i pamiętam, a ona nie? Dziwne. Był to oczywiście telewizor lampowy. Czasem się psuł. Ojciec zaglądał wtedy do środka od tyłu, przyglądał się lampom i znajdował taką, która świeciła słabiej. Wyjmował ją, szedł do szuflady, w której trzymał zapasowe lampy, wybierał nową tego samego typu, montował ją i telewizor znów działał!

  Byłem tym zafascynowany! Zauważyłem, że naprawianie urządzeń jest bardzo łatwe! Wystarczy znaleźć zepsuty element i wymienić go na sprawny! Potem zrozumiałem, że to nie takie proste, gdy zobaczyłem, jak ojciec naprawiał swój motocykl, a potem naszego malucha. A dziś znów to staje się proste, bo technika zmierza do tego, by wymieniać moduły, które komputer wyznaczy do wymiany.

🔬 Co na to nauka?

  Postanowiłem zgłębić ten temat. Poguglowałem, popytałem LLMy i mi tak wyszło:

1⃣. Habituacja — mózg uczy się nie zauważać

  Habituacja to proces, w którym układ nerwowy stopniowo ogranicza reakcję na wielokrotnie powtarzający się bodziec, jeśli nie niesie on nowych, istotnych informacji.

  Kiedy po raz pierwszy słyszymy jakiś dźwięk, zwracamy na niego uwagę. Kiedy słyszymy go stale, przestajemy go zauważać. Podobnie dzieje się z obrazami.

  W 2018 roku Massimo Turatto, Francesca Bonetti i David Pascucci opublikowali badanie zatytułowane „Filtering visual onsets via habituation: A context-specific long-term memory of irrelevant stimuli”.

  W eksperymentach wykazali, że mózg potrafi nauczyć się ignorować powtarzające się bodźce wzrokowe, a pamięć o tym, które bodźce należy ignorować, utrzymuje się nawet przez wiele tygodni.

  To prowadzi do paradoksalnego wniosku: żeby skutecznie czegoś nie zauważać, mózg musi zapamiętać, że nie warto na to zwracać uwagi!

  Tak mogło stać się z szyldem. Kiedyś niósł informację o sklepie. Po likwidacji sklepu stał się nieistotnym elementem krajobrazu. Mój mózg nauczył się go ignorować.

2⃣. Ślepota pozauwagowa — można patrzeć i nie widzieć

  W 1999 roku Daniel Simons i Christopher Chabris przeprowadzili jeden z najsłynniejszych eksperymentów psychologicznych. Uczestnikom pokazano film przedstawiający ludzi podających sobie piłkę. Zadaniem badanych było liczenie podań. W pewnym momencie przez środek sceny przechodziła osoba przebrana za goryla. I co się okazało? Znaczna część badanych w ogóle nie zauważyła goryla! Przechodził przez sam środek obrazu. Uczestnicy jednak koncentrowali się na liczeniu podań, więc nie zwrócili na niego uwagi.

  Zjawisko nazwano „inattentional blindness” — ślepotą pozauwagową.

  Widzimy zatem nie wszystko, co rejestrują nasze oczy, ale przede wszystkim to, na co skierowana jest nasza uwaga.

  W moim przypadku szyld mógł codziennie trafiać na siatkówkę oka, ale jego treść nie musiała być świadomie analizowana.

3⃣. Ślepota na zmiany — można nie zauważyć nawet podmiany człowieka!

  W 1998 roku Daniel Simons i Daniel Levin przeprowadzili jeszcze bardziej spektakularny eksperyment. Eksperymentator zaczepiał przechodnia na ulicy i pytał o drogę. Podczas rozmowy między nimi przechodzili ludzie niosący duże drzwi, które na moment zasłaniały rozmówcę. W tym momencie eksperymentator zamieniał się miejscami z innym człowiekiem! I co? Tylko połowa przechodniów zauważała, że rozmawia już z zupełnie inną osobą! A przecież patrzyli na nią i prowadzili rozmowę.

  Zjawisko nazwano „change blindness”, czyli ślepotą na zmiany. Człowiek nie musi mieć w pamięci szczegółowego obrazu obserwowanej sceny. Wystarcza mu ogólna reprezentacja tego, co się dzieje. Dla przechodnia istotne było to, że rozmawia z człowiekiem pytającym o drogę. Zmiana jego wyglądu mogła pozostać niezauważona, jeżeli nie zmieniała znaczenia całej sytuacji.

4⃣. Pamięć zależy od tego, co robimy, a nie tylko od tego, co widzimy

  To może wyjaśniać moją historię z radiem i telewizorem. W 2014 roku Dejan Draschkow, Jeremy Wolfe i Melissa Võ badali zapamiętywanie przedmiotów w różnych scenach. Porównywali sytuacje, w których uczestnicy mieli świadomie zapamiętywać przedmioty, z sytuacjami, w których ich szukali.

  Okazało się, że w pewnych warunkach ludzie lepiej pamiętali przedmioty, których szukali, niż te, które celowo starali się zapamiętać! Co więcej, znaczenie miało otoczenie, w którym przedmioty występowały!

  Pamięć nie rejestruje zatem wyłącznie obrazu. Jest silnie związana z naszymi działaniami, celami i znaczeniem przedmiotów.

  I teraz wróćmy do pięciolatka oglądającego „Bonanzę”.

  Położenie telewizora było dla mnie bardzo ważne. Musiałem wiedzieć, pod jakim kątem uchylić drzwi, żeby widzieć ekran i jednocześnie nie zostać zauważonym przez rodziców. Położenie radia nie miało żadnego praktycznego znaczenia. Gdziekolwiek stało, mogłem go słuchać. Dlatego zapamiętałem jedno, a drugiego nie.

5⃣. Pamięć dziecięca — pięciolatek może pamiętać więcej, niż nam się wydaje

  Istnieje zjawisko zwane amnezją dziecięcą. Większość dorosłych nie pamięta wydarzeń z pierwszych trzech lub czterech lat życia.

  W 1993 roku Josephine Usher i Ulric Neisser badali wspomnienia dotyczące konkretnych wydarzeń z dzieciństwa, takich jak narodziny rodzeństwa, pobyt w szpitalu, śmierć członka rodziny czy przeprowadzka. Ustalili, że pewne autentyczne wspomnienia mogą przetrwać nawet z bardzo wczesnych lat życia.

  A zatem to, że pamiętam oglądanie „Bonanzy” i naprawianie telewizora przez ojca, jest całkowicie możliwe. W dodatku oba wydarzenia były dla mnie szczególne. Pierwsze wiązało się z obchodzeniem rodzicielskiego zakazu, drugie z fascynacją techniką. Takie doświadczenia mają większą szansę pozostawienia trwałego śladu w pamięci niż codzienne, pozbawione szczególnego znaczenia czynności.

6⃣. Pamięć rekonstrukcyjna — wspomnienia nie są nagraniami

  W 1993 roku Marcia Johnson, Shahin Hashtroudi i Stephen Lindsay przedstawili teorię „source monitoring”, czyli monitorowania źródła wspomnień. Mózg przechowuje informacje pochodzące z różnych źródeł: osobistych doświadczeń, opowieści innych ludzi, przeczytanych książek, obejrzanych filmów, a także własnych wyobrażeń.

  Kiedy coś sobie przypominamy, mózg musi ustalić, skąd dana informacja pochodzi i nie zawsze robi to poprawnie.

  Można autentycznie pamiętać jakąś scenę, ale błędnie umiejscowić ją w czasie albo przestrzeni. Można połączyć szczegóły kilku prawdziwych wydarzeń w jedno wspomnienie. Można nawet uznać za własne doświadczenie coś, co pochodziło z opowieści lub wyobraźni.

  Dlatego moja matka może nie pamiętać telewizora, który rzeczywiście mieliśmy. Jednak możliwe jest też, że ja połączyłem wspomnienia z różnych miejsc i okresów. Sama wyrazistość wspomnienia nie rozstrzyga o jego prawdziwości.

7⃣. Przetwarzanie predykcyjne — mózg nie tylko odtwarza świat, ale próbuje go przewidywać

  Istnieje jeszcze szersza koncepcja, zwana „predictive processing”. Według niej mózg nie jest biernym odbiornikiem informacji napływających ze zmysłów. Nieustannie wykorzystuje wcześniejszą wiedzę do przewidywania tego, co powinien zobaczyć, usłyszeć i poczuć.

  W 2012 roku Peter Kok i współpracownicy wykazali w badaniach neuroobrazowych, że oczekiwania mogą zmniejszać intensywność odpowiedzi pierwotnej kory wzrokowej na bodźce, a jednocześnie zwiększać precyzję ich reprezentacji. Mózg nie musi więc każdorazowo analizować wszystkich informacji tak, jakby spotykał się z nimi po raz pierwszy. Wykorzystuje wcześniej zbudowany model otoczenia.

  W moim przypadku taki model mówił: naprzeciwko domu jest pusty lokal, a sklep od dawna nie istnieje. Gdy kolega zapytał o sklep, odwołałem się do tego modelu. I stanowczo zaprzeczyłem. To możliwe wyjaśnienie mojej reakcji, choć sam eksperyment nie dowodzi, że dokładnie taki mechanizm zadziałał w mojej głowie.

8⃣. Co więc naprawdę przechowujemy w głowie?

  Z tych badań wyłania się fascynujący obraz! Mózg nie jest urządzeniem służącym do wiernego archiwizowania wszystkiego, co widzimy i słyszymy. To byłoby nie tylko kosztowne, ale również mało użyteczne. Przecież większość informacji docierających do naszych zmysłów nie ma żadnego znaczenia dla naszego działania. Mózg musi więc dokonywać selekcji.

  Jedne bodźce ignoruje, inne zapamiętuje. Jedne wspomnienia utrwala na dziesięciolecia, inne stają się niedostępne po kilku chwilach. Przechowuje wiedzę o znaczeniu otoczenia, a niekoniecznie jego szczegółowy obraz. Podczas przypominania sobie wydarzeń rekonstruuje ich przebieg, wykorzystując zachowane fragmenty pamięci i później nabytą wiedzę.

  Więc mogłem zapomnieć o wielkim napisie wiszącym naprzeciwko mojego domu, a jednocześnie pamiętać położenie telewizora sprzed ponad pół wieku. Szyld przestał mieć dla mnie znaczenie. Telewizor miał ogromne znaczenie dla pięciolatka, który chciał oglądać zakazany western i odkrywał tajemnice techniki.

  Najciekawsze jest to, że nie mamy bezpośredniego dostępu do własnej przeszłości. Mamy dostęp jedynie do tego, co nasz mózg potrafi z niej odtworzyć! A z teraźniejszością nie jest dużo lepiej. Przecież nawet patrząc na coś codziennie, możemy nie mieć świadomości, że to widzimy!

  Kiedy dwóch ludzi sprzecza się o to, co widzieli, co słyszeli albo co wydarzyło się wiele lat temu, nie musi to oznaczać, że któryś kłamie. Obaj mogą być całkowicie szczerzy, obaj mogą być absolutnie przekonani o swojej racji i przynajmniej jeden z nich może się mylić. Może się również okazać, że obaj pamiętają różne fragmenty tej samej rzeczywistości.

9⃣. Pamięć sztucznej inteligencji — czy LLM-y halucynują tak jak ludzie?

  LLM nie przechowuje wiedzy w postaci gigantycznej biblioteki tekstów, które może sobie po prostu odczytać. Podczas uczenia informacje zawarte w tekstach wpływają na miliardy parametrów sieci neuronowej. Model przyswaja zależności między słowami, pojęciami, faktami i całymi strukturami znaczeniowymi.

  Kiedy zadajemy mu pytanie, nie wyszukuje automatycznie odpowiedniego fragmentu książki, który kiedyś przeczytał. Generuje odpowiedź na podstawie wyuczonych zależności oraz aktualnego kontekstu rozmowy. Niektóre systemy dodatkowo korzystają z wyszukiwarek, baz danych i zewnętrznej pamięci, ale to odrębne mechanizmy.

  I tu pojawia się podobieństwo do ludzkiej pamięci!

  Zarówno człowiek, jak i LLM mogą wygenerować spójną, logiczną i przekonującą opowieść, która nie odpowiada rzeczywistości!

  W przypadku LLM-ów nazywamy to halucynacjami. Model potrafi wymyślić nieistniejącą książkę, podać nieprawdziwą datę, przypisać komuś słowa, których nigdy nie wypowiedział, a nawet stworzyć całkowicie fikcyjne źródło naukowe. I zrobi to czasem z taką samą stanowczością, z jaką poda informację prawdziwą.

  Czy nie przypomina to człowieka, który z absolutną pewnością twierdzi, że pamięta wydarzenie sprzed pięćdziesięciu lat, chociaż być może nigdy do niego nie doszło?

  W 2022 roku Stephanie Lin, Jacob Hilton i Owain Evans opublikowali badanie „TruthfulQA: Measuring How Models Mimic Human Falsehoods”. Przygotowali 817 pytań z 38 dziedzin, dobierając je tak, aby prowokowały odpowiedzi oparte na rozpowszechnionych ludzkich błędnych przekonaniach. Okazało się, że badane wówczas modele często powtarzały popularne nieprawdy. Co więcej, większy model niekoniecznie był bardziej prawdomówny od mniejszego!

  To ważne odkrycie: system uczący się na ludzkich tekstach może przyswajać nie tylko ludzką wiedzę, ale również ludzkie pomyłki.

  W 2026 roku Adam Tauman Kalai i współpracownicy opublikowali w „Nature” pracę dotyczącą przyczyn halucynacji modeli językowych. Wykazali, że samo uczenie przewidywania kolejnych słów stwarza statystyczne warunki sprzyjające błędom, szczególnie przy odtwarzaniu rzadkich faktów. Dodatkowo popularne sposoby oceniania modeli często premiują zgadywanie zamiast uczciwego przyznania się do niewiedzy. Jeżeli za odpowiedź błędną dostaje się zero punktów, ale za „nie wiem” również zero, to opłaca się zgadywać!

  A więc halucynacje nie są wyłącznie przypadkowymi usterkami AI. Wynikają również z samego sposobu uczenia i oceniania modeli!

  Jest też zjawisko jeszcze bardziej przypominające moją przygodę z szyldem.

  W 2024 roku Nelson Liu i współpracownicy opisali efekt „Lost in the Middle” — zagubienia w środku. Wykazali eksperymentalnie, że modele językowe potrafią nie wykorzystać istotnej informacji znajdującej się w długim tekście, mimo że została im ona bezpośrednio podana! W badanych modelach informacje umieszczone na początku i na końcu kontekstu były często wykorzystywane skuteczniej niż informacje znajdujące się w środku.

  Czyli LLM może mieć informację dosłownie przed sobą, a mimo to jej nie uwzględnić! Tak jak ja miałem przed oczami wielki szyld sklepu, którego istnieniu stanowczo zaprzeczałem!

  Oczywiście jest tu istotna różnica. Ludzka pamięć powstaje w wyniku osobistych doświadczeń, działania zmysłów, emocji i świadomych przeżyć. Model językowy nie ma takich wspomnień w ludzkim znaczeniu. Jego halucynacje nie oznaczają też, że przeżywa jakieś omamy. To nazwa błędów generowania informacji.

  Oba systemy, i LLMy i ludzkie mózgi, potrafią przetwarzać ogromne ilości informacji, wydobywać z nich zależności, uogólniać je, odtwarzać i tworzyć nowe kombinacje. Oba potrafią również pomijać dostępne informacje i przedstawiać fałszywe wnioski jako prawdziwe. I oba mogą generować odpowiedzi, których wewnętrzna spójność wcale nie gwarantuje zgodności z rzeczywistością.

  Zatem halucynacje AI nie są czymś zupełnie obcym ludzkiej inteligencji. Przypominają pod pewnymi względami błędy naszej własnej pamięci rekonstrukcyjnej.

  Człowiek potrafi pamiętać telewizor, którego według matki nigdy nie było. LLM potrafi opisać książkę, której nikt nigdy nie napisał. Człowiek może nie pamiętać napisu, który codziennie widzi. LLM może pominąć informację zawartą w tekście, który właśnie analizuje.

  Nie są to te same procesy, ale ich skutki bywają uderzająco podobne!

  Być może nie powinniśmy dziwić się, że sztuczna inteligencja czasem halucynuje. Powinniśmy raczej zastanowić się, jakim cudem nasza własna inteligencja, działająca na podstawie tak wybiórczej i zawodnej pamięci, pozwala nam całkiem skutecznie funkcjonować!

Grzegorz GPS Świderski
2
2
13
991
Uważam, że książę Liechtensteinu jest bardzo mądry i jest to wybitny mąż stanu, a polscy premierzy, tacy jak Morawiecki czy Tusk, to debile i agenci. Jak mnie za to zamkną, to będziecie przysyłać paczki?
🚨 Jak faszyści Tuska uchwalą ustawę z druku 3003 to będę siedzieć ‼️

Od lat chwalę szwajcarską autonomię kantonów. Głoszę libertariańskie hasło podziału Polski na tysiąc Liechtensteinów. Popieram prawo gmin do secesji — takie, jakie zapisano w konstytucji Liechtensteinu. pośrednią działającą w Szwajcarii.

Uważam, że każda polska gmina powinna wypowiedzieć posłuszeństwo III RP i przystąpić do konfederacji szwajcarskiej na takich zasadach jak Liechtenstein. Powtarzam, a nawet wzmacniam, narrację tych alpejskich państw.

A zatem jestem propagandystą państw spoza Unii Europejskiej.

Dodatkowo prorokuję, że wszystkie państwa, które w istocie są terytorialnymi monopolami na terror, niedługo zbankrutują i przestaną istnieć. Państwa to niemoralne mafie. Dotyczy to też III RP, którą uznaję za okupanta Polski. Jestem antypaństwowcem.

Zbadajmy czy to podpada pod ustawę z druku 3003. Zgodnie z ujętą tam definicją sankcjom prawnym podlega bloger, który pośrednio wspiera obcą ingerencję i manipulację informacyjną ze strony państwa spoza UE — celową, systematyczną, skoordynowaną i nieautentyczną, wymierzoną w bezpieczeństwo narodowe, nienaruszalność granic, interesy lub pozycję międzynarodową III RP.

Moje poglądy można opisać tak: podważa sens scentralizowanego państwa. Postuluje możliwość secesji, a więc kwestionuje trwałość granic III RP. Systematycznie przekonuje do tego odbiorców. Jego przekaz służy obcemu państwu. Zatem pośrednio wspiera obcą ingerencję wymierzoną w bezpieczeństwo i nienaruszalność granic III RP.

Bez problemów można to uznać za skoordynowaną, nieautentyczną operacją informacyjną!

Skoordynowaną, bo współtworzyłem polską Partię Libertariańską, a zatem jest nas wielu, którzy mamy takie poglądy i mieliśmy formalną organizację.

Nieautentyczną, bo to nie wynika z moich uczuć, wrażeń, instynktów czy emocji, ale z przemyślanych, wyrozumowanych, uargumentowanych na zimno twierdzeń, które przejąłem po obcych myślicielach, takich jak Mises, Rothbard czy Hoppe.

Gdyby Liechtenstein wypowiedział wojnę III RP, to lobbowałbym za poddaniem się i byłbym gotów wstąpić do kolaboranckiego rządu powołanego przez księcia Jana Adama II.

W ogóle uważam, że książę Liechtensteinu jest bardzo mądry i jest to wybitny mąż stanu, a polscy premierzy, tacy jak Morawiecki czy Tusk, to debile i agenci.

To bez problemów pozwala urzędnikowi zbudować prosty łańcuch skojarzeń, a następnie zamrozić mój majątek decyzją wykonywaną natychmiast. A potem mnie zamkną. Będziecie przysyłać paczki?
0
0
1
144
Niektórzy słyną z tego, że dostali Nobla. Jednak miliardy ludzi nie dostało tej nagrody. Spośród nich najsłynniejszy jest Trump. Gdyby był Indianinem, to by się nazywał: "Ten, Który Nie Dostał Nobla".
1
0
7
548
Debil @KGawkowski ostrzega @elonmusk'a, że jak będzie fikał, to zablokują @X'a w Polsce. No i bardzo dobrze, że rząd @donaldtusk'a wypowiada otwartą wojnę Muskowi! Bez tego Musk by mógł olać @TVN, a jak tak, jak się dowie o tej krucjacie idiotów Tuska, to ich zdruzgocze, odda TVN @GrzegorzBraun_'owi!
2
4
69
1,464
Człowiek ma naturalny cykl dobowy — zaszyty w genach. Naukowcom wyszło, że wynosi on około 24h i 15 minut. A doba na Marsie trwa 24h i 37 minut! A zatem spadliśmy z Marsa i jesteśmy w połowie czasu odzwyczajania się od tamtej doby!
Teoria snu
#gps65, #sen, #teoria, #kosmos, #Mars.
Każdy zna się na śnie, bo każdy często śpi — co najmniej raz na dobę. No ale jak można znać się na czymś, co się przesypia? Więc nikt się na śnie nie zna. Sen można poznać tylko na jawie, czyli teoretycznie, a nie z autopsji.
tacy, którzy znają techniki, by móc kontrolować sen. Jednak w tym nie chodzi o sen jako stan nieświadomego odpoczynku, ale o te historie, które się nam śnią. Sen ma dwa znaczenia — to, że śpimy, odpoczywamy, tkwimy w stanie nieświadomości, i to, że czasem w tym stanie snu mamy sny, czyli leci jakaś fabuła, której nie kontrolujemy, mamy taki prywatny, osobisty seans filmowy, w którym uczestniczymy.

  Są aplikacje na Androida, które wyczuwają, w jakim stanie snu jesteśmy i wiedzą, kiedy śnimy. I wtedy nas lekko budzą jakimiś dźwiękami — ale tak, by wejść w taki półsen-półjawę. Wtedy ciągle jeszcze dzieje się ta historia ze snu, ale budzi się nasza świadomość i zaczynamy mieć nad tym kontrolę. No i dalej lecimy sobie jak ptak, ale nie tam, gdzie nas poniesie, ale tam, gdzie chcemy.

  Jednakże to nie jest zdrowe — człowiek potrzebuje głębokiego snu, a wtedy żadnych snów nie ma. Głęboki sen mamy co półtorej godziny — wtedy mamy i głęboki sen, i fazę REM, w której śnimy — i takich cykli potrzebujemy w nocy pięć.

  Niektórzy uważają, że zdrowie i dyscyplina zaczynają się od wczesnego budzenia się.

  Uważam, że to nieprawidłowa zasada, szczególnie w wojsku. Człowiek wyewoluował tak, że genetycznie mamy jakieś 40% ludzi „skowronków”, czyli takich, którzy wstają wcześnie rano, 30% „sów”, czyli takich, którzy wstają późno, a reszta to różne typy pośrednie. Tak jest po to, by gdy plemię śpi, zawsze był ktoś, kto czuwa i pilnuje.

  W wojsku czy na morzu są potrzebne warty i wachty. Gdyby dyscyplina polegała na wychowywaniu samych „skowronków”, to każdą wartę nocną wszyscy traktowaliby jako nieprzyjemność i to by zaburzało ich psychikę. Więc dyscyplina powinna polegać też na tym, że niektórzy śpią do późna. Cała dzisiejsza infrastruktura, to, że pewne godziny są określone (praca, cisza nocna, szkoła etc.), służy tylko „skowronkom” i to jest złe.

  Ssaki wodne, takie jak foki czy wieloryby, nie mogą spać, bo by utonęły. Więc śpią tak, że zawsze czuwają — najpierw śpi im jedna połowa mózgu, a potem druga. Więc one w ogóle nie muszą mieć dyscypliny wstawania kiedykolwiek. Ludziom by się to przydało — wtedy w ogóle hotele nie byłyby potrzebne, a wojsko mogłoby się bić na okrągło.

  Człowiek to ssak stadny i wyewoluował dzięki pełnieniu warty, więc system wachtowy jest dla nas naturalny i ważny. Nie powinno być tak, że wartownik przyśnie i potem nie wie, czy coś widział, czy też mu się to śniło.

  Naturalne wachty są półtoragodzinne, a kulturowe czterogodzinne. Istotne jest to, na jak długo możemy sobie pozwolić na sen głęboki i z jaką częstotliwością. To są średnie i są zależne od liczności stada i ideologii, która je spaja, czyli wiary w to, że wartownik nie zaśnie.

  Wiem, że w snach operuje się językiem — można z kimś rozmawiać. Wiem, bo mi się to śniło wielokrotnie. Niemniej podobno jest tak, że nigdy się we śnie nie czyta książek. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek śnił, że czytam — a od kiedy się tego dowiedziałem, zwracam na to uwagę. I nic — nie czytam! A Wy?

  W kwestii snu mam pewne własne odkrycie naukowe. Otóż okazuje się, że człowiek ma naturalny cykl dobowy — zaszyty w genach. Naukowcy zrobili wiele badań na ludziach, którym kazali żyć w całkowitych ciemnościach — i okazało się, że w ogóle nie wiedząc, kiedy jest dzień, a kiedy noc, nadal utrzymywali mniej więcej 24-godzinny cykl. Jakkolwiek gdy to zmierzyli dokładnie, to nie wyszło równo 24 h! Naukowcom wyszło, że to jest więcej, to jakieś 24 h i 15 minut.

  Jednak w książce, w której to przeczytałem, a pisał to najwybitniejszy badacz snu, nie ma informacji o tym, ile trwa doba na Marsie! A tam doba trwa 24 h i 37 minut! A zatem spadliśmy z Marsa i jesteśmy w połowie czasu odzwyczajania się od tamtej doby!
0
0
0
139
W Polsce ciągle rządzi lewica — obecne rządy @donaldtusk'a i poprzednie @MorawieckiM'ego były i są ewidentnie lewicowe — wybrane głosami ludzi, którzy zostali zindoktrynowani sowiecką, lewicową zawiścią, nienawiścią do wolnego rynku, pogardą dla kapitalizmu, chęcią równania w dół, nieposzanowaniem własności prywatnej, niechęcią dla ludzi sukcesu.
Demokratyczna zawiść
#Polityka #Demokracja #Socjalizm #Lewica #Zawiść #Kapitalizm #WolnyRynek #PRL #SprawiedliwośćSpołeczna #Egalitaryzm

Polski socjalizm, który nas od wieku niszczy, jest oparty na łamaniu dziesiątego przykazania. Nasza obecna Druga Komuna jest kontynuatorką Zawiść była silną motywacją do wymordowania przedwojennych elit — na tej zawiści i mordach z nią związanych zbudowano PRL. Dziś już nie mordują, ale zawiść została.

W dzisiejszej Polsce łatwo można zbijać kapitał polityczny na straszeniu bogatymi oraz na programach politycznych, które sprowadzają się do głoszenia odbieraniu bogatym i dawaniu biednym. Kiedyś premier Tusk powiedział tak: „Jeśli jeden lekarz zarabia 4 tysiące złotych, a drugi 25 tysięcy złotych, to komu ja mam dać podwyżkę?”. A tragicznie zmarły prezydent, Lech Kaczyński powiedział tak: „Jeżeli do walki z kryzysem niezbędne byłoby podniesienie podatków, to powinno dotyczyć ono jedynie najzamożniejszych obywateli”. Obie te wypowiedzi polityków PO i PiS odwołują się do ludzkiej zawiści. A politycy PSL-u, Razem, Trzeciej Drogi czy Nowej Lewicy tak mówią na okrągło.

Demokracja to wzbudzanie zawiści i szczucie ludzi na siebie — biednych na bogatych, chorych na zdrowych, niewykształconych na wykształconych, głupich na mądrych, brzydkich na ładnych etc… Wpaja się nam lewicowy, fałszywy dogmat, że jak jeden ma więcej, to kosztem tego, że inny ma mniej — dotyczy to nie tylko majątku, ale też wykształcenia, dostępu do różnych usług, a nawet zdrowia.

Według lewicy mamy w świecie stały wolumen dóbr, które na wolnym rynku byłyby rozdzielone niesprawiedliwie, czyli w rozumieniu lewicy nie równo — bogaci by wszystko zgarnęli, a biedni nie mieliby dostępu nawet do służby zdrowia i edukacji. Dlatego potrzebne jest państwo, by to wszystko równo rozdzielić przy użyciu przemocy — by tym, którzy mają dużo, tym, którym zazdrościmy, odebrać i dać nam, którzy zawsze mamy za mało. Po to wymyślono demokrację i socjalizm, by realizować redystrybucję.

Demokracja żywi się taką propagandą zawiści i żeruje na ludzkich niskich instynktach, występując przeciwko dziesiątemu przykazaniu. Prowadzi to do tego, że ludzie nawet godzą się na biedę, ale pod warunkiem, że wszyscy dookoła też tacy będą jak oni. Sprawiedliwość społeczna opiera się o zawiść i w efekcie prowadzi do równania w dół, do tego, że większość jest biedna, głupia, chora i brzydka — bo gdy się takim nie jest, to się jest kimś złym.

W państwach demokratycznych powszechnie uważa się, że każdy, kto jest bogaty, mądry, zdrowy czy przystojny, musiał do tego dojść nieuczciwie, na krzywdzie innych. Bo w demokracji rządzi zawsze lewica, a lewica musi szczuć i pielęgnować negatywne emocje — bo na tych uczuciach wyrosła, dzięki nim zdobyła władzę i ją utrzymuje od dziesiątek lat.

Zawiść to występowanie przeciwko dziesiątemu przykazaniu, to niemoralne pożądanie. Lewica dzięki demokracji wzmacnia ten ludzki grzech, upowszechnia go, czyni z niego cnotę w swojej nowej moralności. Jeśli lewica wmawia ludziom, że do bogactwa materialnego, czy wszelkiego innego, dojść można tylko nieuczciwie, tylko kradnąc, oszukując i dając łapówki, to ludzie tak robią. I koło się zamyka. Po pewnym czasie wszyscy wszystkim zazdroszczą i wszyscy wszystko zdobywają nieuczciwie. I w ten sposób osiągamy lewicowy egalitaryzm — wszyscy równo grzeszą, ogarnia nas wszechogarniająca równa zawiść — i wszyscy jesteśmy równo nieszczęśliwi.

W Polsce ciągle rządzi lewica — obecne rządy PO i poprzednie PiS były i są ewidentnie lewicowe — bo zostały wybrane głosami ludzi, którzy zostali zindoktrynowani sowiecką, lewicową zawiścią, nienawiścią do wolnego rynku, pogardą dla kapitalizmu, chęcią równania w dół, nieposzanowaniem własności prywatnej, niechęcią dla ludzi sukcesu. Po prostu rządzą nami dzieci PRL-u.

Grzegorz GPS Świderski
1
0
2
152
Grzegorz GPS Świderski retweeted
Prześwietlamy doktora Pawła Grzesiowskiego, dzisiaj głównego zamordystę, który chce szczepić wszystkich i karać wysokimi grzywnami!

Ciekawa zmiana narracji prawda?
@AGozdyra
89
452
1,530
25,496
Ten tekst o feministkach i aborcji, który niedawno opublikowałem, jest ponadczasowy, napisałem go w 2009 roku, a ciągle jest bardzo aktualny. Co ciekawe są debile, których to intelektualnie przerasta i uważają, że to AI napisała. Widać, że LLMy się trenują na moich notkach.
💥Chodzi o ruchanie‼️

Zastanówmy się: jaki cel mają feministki?

Przecież prawo głosu w wyborach kobiety już mają, a jeśli chodzi o równość względem prawa, to jej co prawda nie ma, ale akurat nierówność ta jest korzystniejsza dla kobiet, bo mają one różnorodne przywileje: nie poborowi do wojska, mają niższy wiek przechodzenia na emeryturę, są preferowane w sądach rodzinnych, mają prawo do urlopu macierzyńskiego etc. O co więc chodzi feministkom w ich walce politycznej? Dlaczego walczą głównie o legalizację aborcji, co raczej cieszy się większym poparciem mężczyzn niż kobiet?

Feministkom chodzi głównie o to, by kobiety mogły się ruchać tak jak mężczyźni — bez ryzyka, że coś w ciele się zagnieździ, bez konieczności myślenia o konsekwencjach, bez myślenia o wcześniejszym zabezpieczeniu. Chodzi o ruchanie, o coraz więcej ruchania, o coraz częstsze ruchanie, o coraz bardziej swobodne i beztroskie ruchanie.

Zaznaczam, że słowa „ruchanie” używam tu świadomie, mimo że może ono zabrzmieć wulgarnie. Jednak tutaj chodzi właśnie o taki wulgarny seks, więc to słowo jest bardzo adekwatne i na miejscu — feministkom nie chodzi o miłość, kochanie się, poszanowanie dla kobiet czy wolność wyboru — do tego aborcja nie jest potrzebna — chodzi o ruchanie się — aborcja ma ułatwiać ruchanie, a nie miłość, związek męsko—damski czy rodzicielstwo, chodzi o czystą fizyczną przyjemność bez względu na konsekwencje, chodzi o to, by uniknąć konsekwencji wszelkimi metodami, nawet kosztem ludzkiego życia.

Niechciana ciąża może być dramatem dla kobiety, czyli konsekwencja ruchania może być dramatyczna. I feministkom chodzi o to, by można było łatwo się tego dramatu pozbyć — by móc się ruchać do woli bez ryzyka urodzenia dziecka, nawet jak się zajdzie w ciąże. Celem jest ruchanie bez konsekwencji. Chodzi o to, żeby niechciana ciąża dla nieodpowiedzialnej matki była takim samym dramatem, jakim jest dla nieodpowiedzialnego ojca, czyli małym dramatem. Jak ojciec jest odpowiedzialny, to dla niego niechciana ciąża może być powodem do zadbania o dziecko, ale jak jest nieodpowiedzialnym luzakiem, to może to olać i zwalić obowiązek opieki na kobietę. Niektóre kobiety też tak by chciały — też chciałyby się wyluzować i móc olewać. Jednak natura im w tym przeszkadza. Jedyną możliwość, by móc tak samo olewać jest dopuścić do mordowania dzieci nienarodzonych. Celem nie jest to by olewanie ograniczyć, ale by je zwiększać.

Celem aborcji i pigułek wywołujących poronienie jest to, by kobiety mogły się bardziej puszczać — a to, że kobiety, które się mało puszczają, mogą na tym skorzystać, to jest efekt uboczny. Chodzi o to, by zrównać kobietę z mężczyzną, wbrew naturze, która nie uczyniła obu płci równymi. Chodzi o to, by kobieta mogła się ruchać tak swobodnie i beztrosko jak to mogą robić mężczyźni. Mężczyzna może ruchać się z kim chce, z dowolną częstotliwością i zawsze może się wszystkiego wyprzeć, uciec czy ukryć się. Kobieta przed dzieckiem, które się w niej zagnieździ, uciec nie może — aby wyrównać sytuacje, feministki chcą dać kobietom możliwość zamordowania swojego dziecka.

Swoboda zabiegów aborcji, ich dostępność i darmowość służy temu, by można się było więcej ruchać, z większą ilością mężczyzn, w każdej sytuacji. Feministkom chodzi o to, żeby wszystkie kobiety mogły się ruchać z każdym, kto się im spodoba i z kim miałaby na to ochotę, bez względu na czas, miejsce, formalne związki z partnerem i własną urodę. A ponieważ feministki są brzydkie i mają owłosione nogi, to tym bardziej zależy im na tym, by ruchanie było łatwiejsze i z mniejszymi konsekwencjami. Problem aborcji to ideologia niczym nieograniczonego ruchania.

Kobieta czasami może ulec mężczyźnie wbrew sobie, ale nie wyrażając wprost sprzeciwu. No i im ma większe szanse, że nie poniesie konsekwencji (a prawo do aborcji zwiększa tę szansę), tym chętniej będzie ulegać — ilość ruchania w przyrodzie wzrasta, a przyrost naturalny maleje. Dzięki feministkom, które wywalczyły prawo do aborcji, mężczyzna może mniej szanować kobiety i mniej zważać na ich sprzeciw, gdy się chce z nimi ruchać. Ruchanie staje się łatwiejsze.

Feministki swoją walką obnażają swoje kompleksy — zazdroszczą mężczyznom beztroski ruchania się. Natura im tej beztroski nie dała, więc chciałyby to osiągnąć metodami prawnymi, bez względu na koszty — indywidualne czy społeczne.

Tymczasem konsekwencją stosunku płciowego może być poczęcie dziecka i temu dziecku należy się ochrona prawna — społeczeństwo i państwo powinno chronić jego życia. Jeśli z powodu tej prawnej ochrony koszty społeczne, zdrowotne czy finansowe matki są większe niż ojca, to nie znaczy, że w imię równości należy obniżyć koszty matki, ale raczej należałoby podwyższyć koszty ojca. Te koszty to są wartości niewspółmiernie niższe niż wartość ludzkiego życia, i to, że akurat niedoskonałe prawo nie czyni ojca bardziej odpowiedzialnym, nie może powodować tego, że zaczniemy w prawie obniżać wartość ludzkiego życia.

U obojga płci do podjęcia współżycia wystarczy sama chęć. Tylko że konsekwencje biologiczne tej chęci są nierówne. No i feministki głoszą, że chodzi o wyrównanie tych nierówności. Głoszą, że jeśli mężczyzna może być nieodpowiedzialny, to kobieta powinna móc być równie nieodpowiedzialna. To jest równanie w dół. Jednak to nie jest jedyna metoda wyrównywania — można jeszcze wyrównywać w górę — ale tego już feministki nie chcą. Czyli w istocie nie chodzi o żadną równość, ale o ruchanie.

Feministki dążą do równości polegającej na zrównaniu wartości ludzkiego życia z wartością, jakim są koszty jego wychowania i utrzymania. Tego nigdy nie uda się zrównać, a jak się uda, to ludzkość upadnie. Każdy gatunek zwierząt istnieje tylko dlatego, że instynkt macierzyński prowadzący do doprowadzenia własnego potomka do stanu, gdy sam może się skutecznie rozmnożyć, jest silniejszy niż instynkt własnej wygody, spokoju czy zadowolenia. Feministki, dążąc do prawnego zrównoważenia instynktu macierzyńskiego z instynktem lenistwa, w istocie dążą do upadku ludzkości — są antyludzkie, antyzwierzęce i w ogóle antybiologiczne.

Na szczęście feministki są brzydkie, mają owłosione nogi, niemodnie się ubierają, nie potrafią kokietować i odstraszają mężczyzn — są ogólnie aseksualne, a o seksie tylko marzą, mając trudności w praktycznej realizacji swoich żądzy, dlatego mają małą szansę na rozmnożenie się, więc ludzkość jednak ma szanse na przetrwanie. Jednak bez walki ideologicznej się nie obędzie.

Walka feministek nie jest jeszcze skończona. Ciągle jeszcze ruchanie może wywoływać nieprzyjemne konsekwencje — trzeba walczyć, by je likwidować, wymyślać coraz to nowsze i bezbolesne metody mordowania dzieci, które kobietom przeszkadzają.

W istocie konsekwencja ruchania to nie ruina całego życia albo przynajmniej zmarnowane 18 lat na wychowywanie niechcianego bachora, ale 9 miesięcy niedogodności. Czyli z jednej strony mamy życie dziecka, a z drugiej 9 miesięcy niedogodności. Feministki głoszą, że życie dziecka jest wielokroć mniej warte niż brak tych niewygód.

Aborcja jest czymś złym obiektywnie — nie ma to związku z żadną konkretną moralnością. Aborcja jest wyjątkowo obrzydliwym morderstwem — jest świadomym zabiciem istoty niewinnej i bezbronnej poprzez zlecenie tego morderstwa przez osobę, która ma moralny obowiązek opiekować się tą istotą.

W rzeczywistości feministki, tak jak anarchiści, sataniści i tym podobne grupy awanturników to są narzędzia w walce o władzę.

Wbrew pozorom feministki znajdują poparcie nie tylko u zdegenerowanych kobiet. Ludzie w większości są prymitywni i zależy im tylko na tym, by sobie pojeść, popić i poruchać. Feministki, walcząc o swobodę ruchania, sprzyjają też tym prymitywnym gustom u mężczyzn.

A więc feminizm to ruch polityczny, który może liczyć na poparcie szerokich mas społecznych. Feministki nawołując do tego, by państwo mogło dokonywać tak ohydnych zbrodni, w istocie nawołują do tego, by państwo zepsuć, uczynić je zbrodniczym i narazić na spiski. Działalność feministek jest antypaństwowa i antycywilizacyjna.

Feministki dążą do ruchania kosztem ludzkiego życia. W życiu może się zdarzyć wiele nieszczęść, sytuacja rodzinna może się bardzo pogorszyć, mąż może zacząć więcej pić, może stracić pracę, może się zdegenerować, może kobietę zacząć bić i może się to zdarzyć niezależnie od wieku dzieci. Dlaczego zatem gdy sytuacja jest trudna to dziecko przed urodzeniem wolno unicestwić, a po urodzeniu już nie? Sytuacja przed urodzeniem i po urodzeniu jest taka sama zła. Co się zmienia w momencie urodzenia, że już nie można pozbyć się dodatkowego kłopotu poprzez unicestwienie go? Dlaczego nie dać kobiecie jeszcze jednej możliwości i pozwolić unicestwić już urodzone dzieci, by ułatwić jej życie?

Widać więc, że feministki mają jeszcze o co walczyć i mają jeszcze dużo do zdziałania w polityce. Ruchanie musi wzrastać, ruchanie musi być powszechne, ruchanie powinno być upaństwowione i zinstytucjonalizowane. Taki mają cel. A skutki tego ruchania trzeba wymordować.

Grzegorz GPS Świderski
0
0
2
218
Znów skurwysyny czas przestawiły!!! Bodaj skonali w rozpaczy! Bodaj ród ich wygasł! Bodaj diabeł duszę z nich wywlókł! Debile, debile, po trzykroć debile!
3
0
16
674
🚨 Jak faszyści Tuska uchwalą ustawę z druku 3003 to będę siedzieć ‼️

Od lat chwalę szwajcarską autonomię kantonów. Głoszę libertariańskie hasło podziału Polski na tysiąc Liechtensteinów. Popieram prawo gmin do secesji — takie, jakie zapisano w konstytucji Liechtensteinu. pośrednią działającą w Szwajcarii.

Uważam, że każda polska gmina powinna wypowiedzieć posłuszeństwo III RP i przystąpić do konfederacji szwajcarskiej na takich zasadach jak Liechtenstein. Powtarzam, a nawet wzmacniam, narrację tych alpejskich państw.

A zatem jestem propagandystą państw spoza Unii Europejskiej.

Dodatkowo prorokuję, że wszystkie państwa, które w istocie są terytorialnymi monopolami na terror, niedługo zbankrutują i przestaną istnieć. Państwa to niemoralne mafie. Dotyczy to też III RP, którą uznaję za okupanta Polski. Jestem antypaństwowcem.

Zbadajmy czy to podpada pod ustawę z druku 3003. Zgodnie z ujętą tam definicją sankcjom prawnym podlega bloger, który pośrednio wspiera obcą ingerencję i manipulację informacyjną ze strony państwa spoza UE — celową, systematyczną, skoordynowaną i nieautentyczną, wymierzoną w bezpieczeństwo narodowe, nienaruszalność granic, interesy lub pozycję międzynarodową III RP.

Moje poglądy można opisać tak: podważa sens scentralizowanego państwa. Postuluje możliwość secesji, a więc kwestionuje trwałość granic III RP. Systematycznie przekonuje do tego odbiorców. Jego przekaz służy obcemu państwu. Zatem pośrednio wspiera obcą ingerencję wymierzoną w bezpieczeństwo i nienaruszalność granic III RP.

Bez problemów można to uznać za skoordynowaną, nieautentyczną operacją informacyjną!

Skoordynowaną, bo współtworzyłem polską Partię Libertariańską, a zatem jest nas wielu, którzy mamy takie poglądy i mieliśmy formalną organizację.

Nieautentyczną, bo to nie wynika z moich uczuć, wrażeń, instynktów czy emocji, ale z przemyślanych, wyrozumowanych, uargumentowanych na zimno twierdzeń, które przejąłem po obcych myślicielach, takich jak Mises, Rothbard czy Hoppe.

Gdyby Liechtenstein wypowiedział wojnę III RP, to lobbowałbym za poddaniem się i byłbym gotów wstąpić do kolaboranckiego rządu powołanego przez księcia Jana Adama II.

W ogóle uważam, że książę Liechtensteinu jest bardzo mądry i jest to wybitny mąż stanu, a polscy premierzy, tacy jak Morawiecki czy Tusk, to debile i agenci.

To bez problemów pozwala urzędnikowi zbudować prosty łańcuch skojarzeń, a następnie zamrozić mój majątek decyzją wykonywaną natychmiast. A potem mnie zamkną. Będziecie przysyłać paczki?
Apeluję raz jeszcze, do wszystkich opcji politycznych, do wszystkich mediów w kraju, zwłaszcza tych po prawej stronie, by zajęły się i nagłaśniały temat ustawy z druku 3003. Ta bolszewicka ustawa jest jedną z najgorszych, o ile nie najgorszą ustawą, jaką spłodził rząd Tuska.
1
9
29
2,634
Islamiści już zajęli Francję, Niemcy, Holandię, Wielką Brytanię czy Szwecję — te kraje są stracone dla cywilizacji zachodniej. Sprowadzali rodziny i rozmnażali się. Robili to w sposób zaplanowany, finansowany przez bogatych Arabów z zewnątrz.
💥 Nasze wady, to w istocie zalety‼️

  To jest wpis nietolerancyjny, rasistowski, antyimigracyjny. Taki być musi, bo taka jest sytuacja. A zatem ad rem. Polacy mają wiele wad — wymienię je:

1⃣. Brak solidarności. Nie wspieramy sąsiadów, rodaków, współpracowników — zwalczamy odzić, by innym było jeszcze gorzej. Nie chcemy zarobić, jeśli to spowoduje, że inni zyskają więcej.

2⃣. Grypsera, fala. W więzieniu i wojsku (co wychodzi na jedno) stosujemy specjalne wyrafinowane rytuały, które służą poniżaniu innych i dzięki temu lepiej się czujemy. Pomiatamy słabiej usadowionymi w kolektywie. Wszystkie te rytuały to kwestia honoru. Honor grypsującego nie pozwoli mu nigdy przyjąć innych zasad.

3⃣. Szowinizm i antysemityzm. To wyssaliśmy z mlekiem matki. Nie lubimy obcych, widzimy w nich zagrożenie, uznajemy za wrogów, myślimy, że chcą nam zaszkodzić. Umiemy tych podejrzanych poznać po nosie, włosach, kolorze skóry, akcencie.

4⃣. Nie ufamy władzy. Władzę państwową uważamy za zło konieczne. Przepisy olewamy, ustawy omijamy, podatków nie płacimy. Urzędnikom nigdy nie mówimy prawdy — wypełniając wszelkie formularze, ściemniamy. Doskonale wiemy, jak się władzę oszukuje.

5⃣. Kombinujemy. Nie robimy niczego wprost — wolimy skompilowane układy. Walutą handlujemy w bramach, a nie w kantorach. Wystawiamy trzy faktury na tę samą usługę. Na kasę fiskalną zawsze nabijamy mniejszą kwotę, niż trzeba. Znamy wszystkie możliwe myki obchodzące prawo.

6⃣. Przekupujemy. Korupcja to nasz żywioł. Załatwiamy wszystko na lewo. Dajemy pod stołem, bierzemy w łapę. Wiemy komu ile dać i wiemy, jak wziąć.

7⃣. Podglądamy. Obserwujemy innych z ukrycia. Niezdrowo interesujemy się ich życiem intymnym. Cichcem ich inwigilujemy, a potem ubarwiamy to, co widzimy poprzez plotkowanie. Nic się przed nami nie ukryje.

8⃣. Patrzymy spode łba. Wywołujemy w innych poczucie winy. Gdy na innych patrzymy, to oni czują, że coś podejrzewamy, że wiemy o ich niecnych uczynkach. Nigdy nie mogą być pewni czy czasem nie wykryliśmy ich zbrodniczych zamiarów.

9⃣. Nikomu nie ufamy. Każdego traktujemy tak, jakby chciał nas oszukać, okraść, nabrać. A już szczególnie nie ufamy tym, którzy inaczej wyglądają, inaczej mówią, inaczej się zachowują, inaczej się ubierają.

🔟. Nie uśmiechamy się. Jesteśmy podejrzliwi. Obcych traktujemy z dystansem, nie pozwalamy na spoufalanie się.

1⃣1⃣. Kościół. Jesteśmy zatwardziałymi katolikami, pogardzamy innymi wierzeniami i uważamy je za głupie i nieprawdziwe. Wierzymy w naszego katolickiego Boga i jego Matkę i nikt nas z tej drogi nie zwiedzie. Jezus jest naszym królem, a Maryja królową.

1⃣2⃣. Mamy groby. I znamy groby bliskich i sąsiadów. Jak ktoś nie ma grobu albo ma taki jakiś obciachowy grób, taki nietradycyjny, to nim pogardzamy. Jak ktoś nie ma grobów bliskich, to nie wiemy, skąd pochodzi i dlatego mamy do niego dystans.

1⃣3⃣. Prowincjonalizm, zaściankowość. W każdym miasteczku, wsi, osiedlu, wszyscy się znamy. Potrafimy odróżnić swoich od przybyszy. Jesteśmy nietolerancyjni w stosunku do obcych.

  To wszystko powoduje, że się nie nadajemy do nowoczesnej Europy.

  Na zachodzie jest inaczej — ludzie są życzliwi, ufni, pomocni, uczciwi, praworządni, tolerancyjni, przyjaźni, hojni — szczególnie dla obcych.

  I to ich gubi!!! Dżihadyści wykorzystują to przeciw nim!!!

  Te wszystkie nasze wady powodują, że to my Europę uratujemy — bo nas islamiści nie opanują. Nasze wady są zaletami w wojnie z wojującym islamem! Muzułmanie nie mają sposobu na nasz Ciemnogród!

  Bojownicy państwa islamskiego prowadzą z Europejczykami wojnę. To jest wojna hybrydowa. Trochę militarna, trochę krwawa, oparta o terroryzm, ale głównie to wojna społeczna, ekonomiczna, psychologiczna, propagandowa, religijna, demograficzna, oparta o zasadę piątej kolumny, czyli na instalowaniu na terenie wroga dywersantów, sabotażystów i szpiegów. Mahometanie idą w tym dalej — co można nazwać szóstą kolumną — instalują matki z dziećmi, produkując wyborców, którzy w końcu przegłosują miejscowych i opanują Europejczyków bezkrwawo. Taki mają plan i go realizują.

  Islamiści już zajęli Francję, Niemcy, Holandię, Wielką Brytanię czy Szwecję — te kraje są stracone dla cywilizacji zachodniej. Opanowywali ich systematycznie przez lata. Robili to tak, że powoli przejmowali małe miasteczka i dzielnice większych miast. Wykorzystywali ufność miejscowych, by zajmować stanowiska polityczne w lokalnych samorządach. Podawali władzom fałszywe dane i nikt tego nie sprawdzał. Dostawali zasiłki i darmowe mieszkania. Sprowadzali rodziny i rozmnażali się tak, aż uzyskali większość. Robili to w sposób zaplanowany, finansowany przez bogatych Arabów z zewnątrz. Budowali meczety i instalowali w nich imamów indoktrynujących wszystkich dookoła.

  Opanowali więzienia, systematycznie wspierając bandytów, którzy dzięki wsparciu miejscowych imamów przechodzą na islam. I nawet jeśli większość przestępców przyjmuje islam nieszczerze, by mieć lepsze jedzenie, to jakiś procent kryminalistów uwierzy w te hurysy w raju i się zdecyduje na samobójczy zamach. Szczególnie że ci miejscowi bandyci, będący Francuzami, Niemcami czy Szwedami, to najczęściej Murzyni, czyli w istocie imigranci.

  Oczywiście jeszcze wszystkich miasteczek, dzielnic i więzień nie opanowali, ale już zdobyli tyle przyczółków, że są nie do pokonania. Już mają praktycznie eksterytorialne strefy „no-go”, do których boi się wchodzić policja. W ciągu najbliższych 15 lat przejmą całkowicie władzę. Na pewno we Francji, Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii czy w Szwecji — i wielu innych krajach Zachodu. Te kraje staną się kalifatami z rządzącym prawem szariatu.

  Kiedyś przegraliśmy z powodu naszego charakteru, dziś ten charakter uratuje nas od zagłady. Przetrwamy, uratujemy europejskość. Jednak bez wojny się nie obejdzie. Dżihadystom nie wystarczy połowa Europy, będą dążyć do opanowania całości. Nie opanują nas poprzez V i VI kolumnę, to będą próbować wygrać militarnie. Więc już się powinniśmy do tego szykować, tak jak wojujący islam od lat szykuje się do przejęcia Europy. Pierwszy krok do tego to docenienie naszych wad, które wyżej wymieniłem. Radzę przeczytać je jeszcze raz, zwracając szczególną uwagę na to, że te wady są zaporą dla państwa islamskiego.

Grzegorz GPS Świderski
0
0
3
229
🚨 Czy poseł @jsachajko, dawniej z @KUKIZ15 dziś Demokracja Bezpośrednia szpieguje polski Sejm dla Chin⁉️

Sprawdziłem dokumentację okularów, które nosi w Sejmie poseł Jarosław Sachajko — Even Realities G2. Poza czterema mikrofonami i możliwością przetwarzania danych w Chinach są egóły. Najważniejszy: inwigilacja nie ogranicza się do nagrywania rozmów.

Sam Sachajko powiedział, że używa okularów przede wszystkim do odczytywania SMS-ów i wiadomości z WhatsAppa oraz powiadomień o posiedzeniach komisji. Instrukcja producenta potwierdza, że wyświetlanie wiadomości wymaga udzielenia aplikacji Even Realities dostępu do powiadomień telefonu.

To kolejny kanał udostępniania treści zagranicznym firmom poza komunikatorem — niezależny od mikrofonów.

Nawet prompter nie jest jedną, technicznie obojętną funkcją. Ma trzy tryby: ręczny, przewijanie ze stałą prędkością oraz AI dopasowujące tekst do wypowiadanych słów.

Producent informuje, że zależnie od trybu treść i dane głosowe mogą być przetwarzane lokalnie albo w chmurze. Samo stwierdzenie „tylko czytam przemówienie” nie rozstrzyga więc, gdzie przetwarzane są dane. Widoczny pierścień pozwala przewijać tekst ręcznie.

Funkcja Conversate nie tylko zapisuje wypowiedzi. Analizuje rozmowę i może na bieżąco wyświetlać użytkownikowi kontekstowe podpowiedzi AI. Technicznie są to więc także okulary podpowiadające podczas dyskusji, a nie wyłącznie elektroniczna kartka z przygotowanym przemówieniem.

Jest też wyjątek od deklaracji „dźwięk usuwamy natychmiast”. W centrum prywatności producent zastrzega, że zasada kasowania oryginalnego audio po transkrypcji ma wyjątek po dobrowolnym przystąpieniu do odpowiedniego programu ulepszania usług.

Lista podwykonawców przetwarzających dane nie jest podana w centrum prywatności. Firma odsyła po nią do kontaktu mailowego. Jednocześnie potwierdza korzystanie z zewnętrznych dostawców chmury i AI, możliwość przetwarzania poza UE oraz dostęp powiązanych spółek w Chinach. „Serwery w Holandii” nie opisują zatem całej drogi danych.

Nie ma podstaw, by ogłaszać, że poseł „szpieguje dla Chin”. Jest natomiast konkretna podstawa do pytania o bezpieczeństwo: jakie funkcje włączył, jakie uprawnienia nadał aplikacji, czy korzysta z chmury i czy urządzenie towarzyszy mu podczas poufnych rozmów.

Sprawa dotyczy nie samych okularów, lecz całego łańcucha: telefon -> aplikacja -> dostawcy usług -> osoby uprawnione do dostępu do danych.
0
3
3
451